Zimna na Arktyce przynosi mrok za sprawą nocy polarnej oraz ogromne mrozy. Dla regionów położonych w sąsiedztwie oceanu Atlantyckiego to także okres wzmożonej aktywności tego akwenu, nad którego wodami co chwilę dochodzi do formowania się głębokich frontów atmosferycznych. W tym roku aktywność Atlantyku jest zdumiewająca, co na to naukowcy?

Fronty atmosferyczne, które przez blisko 3 miesiące nieustannie nękały Wyspy Brytyjskie i zachód Europy wyglądem swojej struktury bardzo często przyjmowały coś zbliżonego do muszli ślimaka. W ich centrum ciśnienie spadało do poziomu nawet poniżej 950 hPa, a porywy wiatru potrafiły sięgać ponad 200 km/h. Można zatem powiedzieć, że do czynienia mamy ze swego rodzaju „huraganem”.

Tak duże spadki ciśnienia związane są z globalnym ociepleniem, które powoduje, że w samym rejonie Arktyki ciśnienie jest niższe. Zdaniem naukowców jest to bezpośrednim powodem zwiększenia aktywności i intensywności frontów nad oceanem Atlantyckim. Najnowsze badania zostały opublikowane w czasopiśmie Geophysical Research Letters. Do ich przeprowadzenia użyto modelu klimatycznego, który odzwierciedlał  warunki panujące w rejonie Arktyki od 1800 roku.

O komentarz pokusił się dr Stephen Vavrus z Uniwersytetu w Wisconsin-Madison, który zauważa, że analiza tak długiego okresu czasu uwidoczniła pewne tendencje. Chodzi o zmiany w ciśnieniu w atmosferze, która reaguje w ten sposób na zwiększające się stężenie dwutlenku węgla. Badanie to dowodzi, iż istnieje bezpośrednie powiązanie pomiędzy zwiększającym się stężeniem tego gazu, a intensywnością zjawisk pogodowych nad północnym Atlantykiem. Obecnie jednak zmiany w globalnych temperaturach są minimalne, naukowiec podejrzewa, że w przyszłości zjawiska będą jeszcze bardziej intensywne.