W wyniku intensywnych opadów deszczu w  dolinie Vratnej na Słowacji doszło do gigantycznego osuwiska ziemi, skał i innych przedmiotów porwanych przez wezbraną wodę. Oglądając zdjęcia z najbardziej poszkodowanych terenów, chyba samo nasuwa się na myśl, że to musiał być prawdziwy cud, że nikomu nic się nie stało.

Intensywne opady deszczu wystąpiły na początku tygodnia. W Żylinie spadło blisko 70 litrów wody na metr kwadratowy ziemi, w bardzo krótkim odcinku czasu. To wystarczyło, aby doszło do tzw. powodzi błyskawicznej. Media słowackie zgodnie podają, że nie było żadnych ofiar (w polskich mediach pojawiły się informacje o ofiarach śmiertelnych), jednak zniszczenia są bardzo poważne. Sezon turystyczny dla tego urokliwego miejsca jest już zakończony…

Obecnie Słowacy zarzucają góralom i administracji Parku Narodowego Mała Fratna (mapa google) nieplanową i zbyt dużą wycinkę drzew, która w połączeniu z dużymi opadami doprowadziła do katastrofy. Sprawą zajęli się także geolodzy, którzy wyjaśnili okoliczności powstania tragedii – „Osuwiska tego typu są bardzo powszechne, jednak w tym wypadku doszło do tego w wyniku ekstremalnie wysokich sum opadów. Z tego powodu cały materiał skalny stracił przyczepność i spójność, zaś wysoki kąt nachylenia (30* lub więcej) doprowadził do osuwania się w stanie bezwładności ogromnej masy skalnej”.

Obecnie trwa szacowanie strat i wielkie sprzątanie po żywiole.