Pogłębia się susza na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych i jak na razie nie widać poprawy sytuacji. Od prawie dekady odnotowuje się braki opadów i wysokie temperatury. Co za tym idzie opada poziom wód gruntowych, z których dodatkowo coraz częściej zmuszeni są korzystać mieszkańcy południowo zachodnich stanów.

Południowy zachód „stanów” zmaga się z coraz poważniejszymi skutkami suszy, a przyszłość pokazuje, że może być jeszcze gorzej. Braki opadów powodują coraz szybsze opadanie poziomu wód gruntowych, zaś deszcze które się pojawią nie są w stanie załagodzić tego trendu lub go odwrócić.

Ubytek wody można podejrzeć korzystając z możliwości Google Street View – zamieszczamy bezpośredni link do widoku z tamy Hoovera.

Naukowcy informują, że pomiędzy grudniem 2004 a listopadem 2013, ponad 75% utraty wody w dorzeczu rzeki Kolorado jest wynikiem spadku poziomu wód gruntowych. W regionie od 2000 roku panuje posucha, która pogłębiana jest ludzką działalnością, czyli po prostu zapotrzebowaniem na wodę zwykłych mieszkańców czy farmerów. Raport z badań został opublikowany na łamach czasopisma Geophysical Research Letters.

Badania przede wszystkim zwracają uwagę na wody gruntowe znajdujące się w dorzeczu rzeki Kolorado, które są najbardziej eksploatowane ze wszystkich wód na zachodzie kraju. Raport pokazuje, że aż 40 milionów osób jest zależnych od wody z tej rzeki, która przepływa przez kilka stanów od Wyoming, przez Kolorado, Utah, Arizonę, Nowy Meksyk, Nevadę i Kalifornię. Obecnie wody gruntowe są „wydobywane” przy pomocy studzienek z warstw tzw. wodonośnych, jeśli te nie będą uzupełniane (przez opady deszczu) to studnie najnormalniej w świecie staną się suche.

Od grudnia 2004 roku w dorzeczu rzeki Kolorado ubyło 17 trylionów galonów wody (jeden galon to 3,78 litra). Naukowcy nie są wstanie sprecyzować ile wody jeszcze zostało, miejmy nadzieję, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie.