Równo rok temu przeżyliśmy pierwszy atak zimy, za naszymi oknami spadło wówczas do 2 centymetrów śniegu, wystarczająco dużo, aby krajobrazy się zabieliły.

Zanim jednak omawiane ochłodzenie nadeszło pogoda w Polsce była podobna do obecnej, a więc świeciło słońce, było pogodnie – po prostu złota jesień. Jednak sytuacja baryczna powoli ulegała zmianie, nad wyspami brytyjskimi doszło do rozbudowania się układu niskiego ciśnienia, zaś nad Skandynawią i Zachodnią Rosją zaczęły powstawać fronty atmosferyczne, które wędrowały w kierunku południowym zasysając za sobą chłodne masy powietrza oraz przynosząc opady śniegu. W nocy temperatura potrafiła spaść do -5C.

Jednak to była dopiero zapowiedź tego co miało przyjść w 26-27 października. Z południa nad Polskę dotarł obfity w opady niż genueński, który zaciągnął za sobą dużą dawkę chłodu z północy i ciepła z południa. W tym kontraście termicznym doszło do powstania bardzo wydajnych opadowo chmur, na południu padał ulewnie deszcz, a w centrum sypało śniegiem.  Z biegiem godzin temperatura zaczęła spadać i wszędzie doświadczyliśmy opadów śnieg. Spadło wówczas kilka centymetrów śniegu, zaś w nocy temperatura potrafiła spaść do -10 stopni C. Był to jak się później okazało wstęp do długiej zimy.

Obecne prognozy nie zwiastują nadejścia zimy w najbliższym czasie.