Miniony weekend w wielu regionach Bułgarii nie przyniósł stabilnej pogody jak w Polsce. Zamiast tego doszło do ulew i śnieżyc z prawdziwego zdarzenia. Doszło do paraliżu komunikacyjnego, a władze ogłosiły najwyższy, czerwony stopień zagrożenia.

Ostatni weekend października w Bułgarii minął pod znakiem poważnego załamania pogody. W wielu regionach tego kraju ulewnie padał deszczu, przeszły śnieżyce oraz wiał silny wiatr. W wielu miejscowościach przez wiele godzin nie było prądu, a z racji powalonych drzew i trudnych warunków pogodowych nie szans na jego szybkie przywrócenie.

Na południu kraju przeszły ulewy, w miastach Dimitrowgrad czy Mericzleri woda pozalewała tory kolejowe, ulice i budynki. Ulewnie padało także w Sofii, następnie sypnęło śniegiem i spadło około 8 cm białego puchu.

Z kolei na północy kraju doszło do intensywnych opadów śniegu. Spadło go do 25 cm do 30 cm w ciągu kilkunastu godzin. Samochody utknęły w gigantycznych korkach, większość kierowców zdążyła już wymienić opony na zimowe.

Kod czerwony, czyli najwyższy stopień zagrożenia został wprowadzony w regionach Bourgas, Yambol, Kurdzahali, Haskovo i Smolyan. Południowe dzielnice tego kraju doświadczyły opadów rzędu 100 mm w ciągu kilkunastu godzin.

Obecnie sytuacja powoli wraca do normy, a temperatury ponownie wróciły na wartości dodatnie. Usuwane są przerwy w dostawach prądu, a także przywracane połączenia komunikacyjne. Niestety w wyniku ekstremalnej pogody jedna osoba poniosła śmierć.